Kasia i Kuba – sesja narzeczeńska (Szczyrk)

Z drżeniem nóg wjechaliśmy na Skrzyczne… Kasia przy okazji z drżeniem całego ciała i obawy o własne życie. Takiej zimy się nie spodziewaliśmy planując już w styczniu sesję narzeczeńską. Było tyyyyyle śniegu, że nie wiedziałam czy już stoję stabilnie, czy zaraz się zapadnę. Mróz, wiatr, niektórym nawet broda zamarzała, mi raczej ręce ..ale było cudownie, bo z Kasią i Kubą nie sposób się nudzić 

I tak znaleźliśmy się na samej górze.. 

Staram się zazwyczaj nie planować sesji. Wolę być zaskoczona wszystkim wokół i po prostu wybrać się z Wami na spacer, na kawę, a przy okazji zrobić zdjęcia. Dlaczego? Bo tę sesję zaplanowałam.. Nie jakoś bardzo szczegółowo, starannie, ale zaplanowałam wjechanie na Skrzyczne i te wszystkie piękne kadry (w głowie) z cudownym widokiem na przysypane śniegiem domki. Zimowe promienie słoneczne przedzierające się pomiędzy drzewami. Tak było, ale w moim wyobrażeniu. Wjechaliśmy na górę, a tam ku naszemu, a szczególnie mojemu, zdziwieniu mleko! Mgła zabrała nas w całkiem inne miejsce, nie było widać niczego. Ledwo odeszliśmy od wyciągu, a on zniknął. I tak było ze wszystkim. Nie mogłam odejść od Kasi i Kuby nawet na 2 metry, dlatego pierwsza część sesji to bardzo wąskie kadry, które zresztą bardzo lubię, więc mogę śmiało powiedzieć, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło ;)

Oj szybko zmarzliśmy, dlatego trzeba było równie szybko zagrzać się w schronisku. Co prawda nie wiedzieliśmy gdzie mamy iść – w którą stronę, bo oczywiście w tej gęstej mgle (jak już wspomniałam) nie widać było niczego, ale udało się dotrzeć. Głównie dzięki znalezionej tabliczce „schronisko 100 metrów” :)

Cudowna zima.. Pogoda jak na zamówienie :)

Myślę, że każdy kto zna Kasie i Kubę może śmiało powiedzieć, że mają to coś, co sprawia, że chcemy być w ich towarzystwie.. To coś, co tak ciężko nazwać, a po prostu wiemy, że Oni to mają!

I stało się, nieco niżej chmury się rozstąpiły i mogliśmy podziwiać piękny widok na Szczyrk.

Pobawiliśmy się śniegiem, nacieszyliśmy oczy ładnym widoczkiem i właściwie przyszedł czas na powrót na dół. Nie zwracaliśmy uwagi na czas, a to był wielki błąd, ponieważ po dotarciu do wyciągu, Pan z wielkim oburzeniem oznajmił, że o 16 był ostatni kurs na dół (o nie! przecież jest tuż po 16!). Pan był bardzo zły i bardzo niemiły, ale udało się go namówić, żebyśmy mogli jeszcze zjechać. Gdyby nie urok Kasi, pewnie dalej byśmy schodzili… żarcik, oczywiście, ale na samą myśl jest mi zimno. Byliśmy już wystarczająco zmarznięci, słońce zachodziło.. zejście (biorąc pod uwagę warunki tego dnia) pieszo zajęłoby nam zdecydowanie ZA DŁUUUGO i to w ciemnościach i w śniegu po kolana. Opatrzność nad nami czuwała!

 

K&K

Para, którą połączyła miłość do podróżowania, bo właśnie w podróży się poznali. Para wiecznie uśmiechniętych i zakochanych w sobie po uszy szaleńców, co (mam nadzieję) najlepiej widać na zdjęciach :) ..a teraz Kochani będziemy odliczać do Waszej kolejnej podróży zwanej Małżeństwem 

Warto było z Wami marznąć 

Dodaj komentarz