Dorota i Andrzej – sesja brzuszkowa

Tak bardzo znielubione, wręcz znienawidzone przez wielu, rozpoczynające nowy tydzień. Często po leniwym lub rozrywkowym weekendzie.. Poniedziałki.

Mój ostatni poniedziałek na pewno taki nie był :) Już z rana jak jechałam do Doroty i Andrzeja świeciło pięknie słońce. (Pogoda już zaczyna przypominać bardziej wiosnę niż zimę..) Na dzień dobry powitał mnie szary puch, który totalnie skradł moje serce. I jak już kiedyś wspominałam podczas reportażu ślubnego w drodze na przygotowania do Pana Młodego, nagle otoczyło mnie stado małych kotów i nie wiedziałam, czy mam je głaskać czy iść robić zdjęcia, tak samo na tej sesji. I choć kocham swoją pracę to jednak w perspektywie głaskania kota, którego ja niestety nie mam, było mi ciężko zostawić go w spokoju i skupić się na zdjęciach ;)

Dorotka, Andrzej i mały Ignaś w brzuszku u mamy

..ale nie możemy zapomnieć o czwartym członku rodziny – Fiolce (poprawcie mnie jak się pomyliłam, bo moja pamięć do imion bywa zawodna ;) )

Kochani, nie wiem jak z Waszej perspektywy, ale ja się czułam jakbyśmy się znali od lat.. Trójka miłośników kotów w jednym pomieszczeniu, czwarty miłośnik, Ignaś, już wkrótce przyjdzie na świat. To był tak dobrze spędzony poniedziałek :)

Sesje lifestyle’owe zaczynają być mi coraz bardziej bliskie. W końcu to sesje u Was w domu, w miejscu gdzie wszyscy czujemy się najlepiej. Czujemy się swobodnie i bezpiecznie, a zdjęcia dzięki temu zyskują, przede wszystkim na Waszej autentyczności. Bliskość, czułość, szczęście.. tego z pewnością na sesji nie zabrakło i może dlatego następne zdjęcie to moje ulubione 

A przy okazji powiem.. Po powrocie do domu suszyłam głowę mojemu Mężowi, żebyśmy kupili kota. Mój Mąż jakoś specjalnie za kotami nie przepada, ale ponieważ mam dar przekonywania – zgodził się! Teraz trzeba to tylko dobrze zaplanować :)

 

Dziękuję za ten czas!