Grażka i Wojciech – plener ślubny

Wybraliśmy się do lasu…

Pomimo słonecznego dnia wcale nie było tak ciepło. Godzinny plener ślubny na obrzeżach Mysłowic. Jestem pełna zdumienia jakie piękne miejsca można znaleźć tuż obok nas, tuż przy naszym domu, tuż przy ruchliwej ulicy.. Miejsce pełne kolorowych liści, pełne ciepłego światła przedzierającego się pomiędzy drzewami, pełne spokoju i na tę godzinną sesję – pełne Ich miłości i bliskości.

Pogoda w tym roku nas nie rozpieszcza(ła), dlatego nie sądziłam, że uda się zrobić taki kolorowy plener w listopadzie. Ale.. życie zaskakuje, pogoda tym bardziej, a Tam u Góry chyba wiedzieli, jak bardzo zależy mi w końcu na słońcu.

Ta sesja jest mi bardzo bliska, ponieważ fotografowałam zakochanych przyjaciół, u których miałam niesamowitą przyjemność być świadkiem na ślubie. Właściwie świadkiem tej miłości już byłam dużo wcześniej, bo na studiach ;) A ślub.. był przepiękny. Pierwszym tańcem rozwalili system!

Kochani.. dziękuję za ten wspólny spacer po lesie :)

A na koniec Figusia w welonie swojej Pani, czyli ukochana psinka Grażki, która na powitanie się na mnie rzuca (oczywiście z miłości, a jakże). Niejednokrotnie mnie przewróciła podczas ściągania butów, a przed jej całusami bronię się rękami i nogami :)